Trasa “Trójgarb z innej strony”

Tym razem zapraszam Was na wirtualną wędrówkę na jedną z ulubionych wież widokowych Dolnoślązaków i turystów odwiedzających nasz zakątek kraju. Mowa oczywiście o oryginalnej konstrukcji mieszczącej się na Trójgarbie.

Do tej pory zawsze docieraliśmy na ten szczyt od strony Lubomina. Tym razem za punkt startowy obraliśmy Stare Bogaczowice, z których biegnąca trasa okazała się być niezwykle satysfakcjonująca, choć przy post-zimowym klimacie także zaskakująco wymagająca.

Poziom trasy: spacerowa

Ale wszystko po kolei.

Samochód parkujemy przy miejscowym stadionie, który jak na niewielką miejscowość robi na nas spore wrażenie.

W niedzielny poranek jest tu mnóstwo miejsca. Być może turyści wystraszyli się zapowiedzi pochmurnej pogody, a być może dopiero zbierali się ze swoich domostw, by wyruszyć w teren.

Dzisiejsza trasa przybierze najbardziej lubianą przez nas formę – formę pętli. Nie odkryję Ameryki pisząc, że dzięki takiemu zaplanowaniu drogi zawsze można zobaczyć więcej ciekawych miejsc.

Pierwszym kolorem szlaku, za oznaczeniami którego będziemy podążać jest czarny.

W tym miejscu czarny szlak odłącza się od żółto-czerwonych drogowskazów.

Już dosłownie po kilkudziesięciu krokach doświadczamy jego zdecydowanego zakosu.

Przez pierwsze pół kilometra trasy pod naszymi stopami znajduje się asfalt. Kroczymy komfortowo przed siebie wśród domów mieszkalnych.

Na wysokości jakiej leżą Stare Bogaczowice zdążono już na dobre zapomnieć o masach śniegu i okiści, które jeszcze nie tak dawno chciały skutecznie popsuć wizję beztroskiego przemierzania szlaków miłośnikom pieszych wędrówek.

Wraz z końcem asfaltu nasze buty wchodzą na bardziej grząski teren.

Nie do końca jeszcze orientujemy się, czy widać stąd cel naszej wycieczki, ale nawet gdyby tak było, przy obecnym zamgleniu wokół okolicznych szczytów, Trójgarb i tak nie zaprezentowałby nam się w pełnej krasie.*

*wracając przekonaliśmy się, że owszem, góra z wyjątkową wieżą jest dobrze dostrzegalna ze Starych Bogaczowic

Po niecałych 700 metrach marszu trasa postanawia rzucić nam pierwszą kłodę pod nogi. Miejscowy potok o nazwie Sikorka w miejscu przebiegu szlaku właśnie wystąpił z brzegów. Na szczęście nie stało się to po raz pierwszy.

Wnioskuję tak po obecności w tym punkcie takiej oto drabinki, która dla niektórych może być dodatkową atrakcją, a dla innych małym utrapieniem.

Leżący na polach śnieg uświadamia nam, że w wyższych partiach mogą przydać się nam stuptuty, w które niedawno się zaopatrzyliśmy.

Na razie jednak wkraczamy na “Obszaru chronionego krajobrazu Masywu Trójgarbu”.

W pobliżu powyższego znaku można natknąć się na stworzoną “na dziko” huśtawkę. Z racji mokrego siedziska nie testowaliśmy jej wytrzymałości, która na pierwszy rzut oka wydawała się dość słaba.

Wędrując czarnym szlakiem od czasu do czasu do naszych nozdrzy docierał zapach świeżo ściętego drzewa. Jak widać wycinka lasu nie ominęła tych okolic.

Kawałeczek dalej trasa próbuje po raz kolejny pokazać swoją rogatą duszę. Tym razem objawia się to w formie oblodzonej nawierzchni. Na szczęście jesteśmy na to przygotowani.

I w tym miejscu warto uczynić mały apel – jeśli wybieracie się zimą w polskie góry, zaopatrzcie się w raczki. Zdecydowanie wpłynie to na komfort Waszego przemieszczania się oraz zapobiegnie pośliźnięciom i ewentualnym urazom. Wyjątkiem są tu Tatry, w których raczki mogą zdecydowanie nie wystarczyć (wtedy w grę wchodzą raki).

Po raz pierwszy, ale nie po raz ostatni podczas naszej wędrówki przy szlaku odnajdujemy wiatrołom. Człowiek często nie docenia siły natury, a ta potrafi bez problemu np. wyrwać takie oto drzewo z korzeniami.

Niewątpliwym urozmaiceniem naszej wędrówki są charakterystyczne skałki, które co jakiś czas pojawiają się w pobliżu przebiegu trasy (w tym wypadku na lewo od czarnego szlaku).

Po prawej zaś wciąż przyjemnie szumi wspomniana już dziś Sikorka.

Niecałe 2,5 km od startu docieramy do zabudowań należących do Koła Łowieckiego Szarak. Nie jestem entuzjastą łowiectwa, dlatego napiszę tylko, że z perspektywy turysty miejsce to oferuje ławeczkę, zadaszoną wiatę oraz punkt do rozpalenia ogniska.

Od teraz teren nieznacznie się wznosi. Od czasu do czasu mamy okazję przystanąć przy ładnie wykonanych, drewnianych mostkach. Przy ścieżce, którą wędrujemy znajdziemy też tablice informacyjne.

Kilkaset metrów po minięciu budynków należących do koła łowieckiego obok czarnych oznaczeń, na drzewach pojawiają się również żółte. Jest to dla nas o tyle istotne, że za jakieś 15 minut będziemy podążać już jedynie za wskazaniami tego koloru.

Na szlaku nie ma kompletnie nikogo oprócz nas, no może poza fantastyczną jak zawsze naturą.

Jest i wspomniane odbicie żółtego szlaku.

Gdybyśmy kontynuowali podążanie za czarnymi malunkami też dotarlibyśmy na Trójgarb. Z mapy wynikało jednak, że dalsza wędrówka według żółtych oznaczeń może okazać się ciekawsza.

Już na pierwszy rzut oka ten wariant wyglądał na zdecydowanie mniej uczęszczany. Na szczęście jednak nie na tyle mało, żebyśmy musieli wytyczać ślady.

Skoro jednak mieliśmy przetestować dziś stuptuty, to warto było to zrobić.

Mapa rzeczywiście nie kłamała i w okolicy wzniesienia o nazwie Jagodnik ponownie napotkaliśmy kilka ciekawych formacji skalnych. Podobno w pobliżu są też dwa punkty widokowe (takie bez platform), ale dotarcie do nich wymaga zejścia ze szlaku.

Chyba rzeczywiście mało osób tędy chodzi, skoro dzikie zwierzęta “rozorały” w ten sposób fragment trasy.

Odkąd żółty szlak odłączył się od czarnego, stopień nachylenia terenu stopniowo się podnosił. W końcu na dobre można było odczuć, że zmierzamy na wyniosłą górę.

Następnym istotnym punktem mijanym w drodze na szczyt jest krzyżówka z powyższego zdjęcia (tego po prawej). Tutaj do żółtego szlaku dołącza czerwony. Znajdujemy się w tej chwili około 4,4 km od punktu startowego.

Z biegiem czasu podążanie naprzód staje się coraz bardziej wymagającym zadaniem. Niewątpliwie przydałaby nam się teraz zwinność górskiej kozicy. 😀

Aż tak wysportowani nie jesteśmy, ale na spokojnie dajemy radę omijać połamane gałęzie chcące utrudnić nam przejście. Jestem ciekaw, na ile jest to efekt działania wiatru, a na ile skutek zjawiska okiści?

Nie dajemy jednak popsuć sobie dobrego humoru, tym bardziej że do głównego celu naszej eskapady nie zostało już tak wiele drogi.

Tuż przed dotarciem do kolejnego sporego skrzyżowania stopień pochylenia terenu znacząco się obniża. Przed finalnym (niemal kilometrowym) podejściem takie zejście typu “z górki na pazurki” pozwala złapać kilka głębszych oddechów. Zza drzew zdaje się wyglądać nasz cel, który otulony jest jednak pierzynką mgły.

Wspomniane skrzyżowanie na mapie oznaczone jest jako “Na Czereśni”. Z tego punktu na sam Trójgarb prowadzi kilka szlaków zlewających się na jednej drodze.

Wyjątek stanowi tu podejście oznaczone czerwoną barwą, które po chwili odłącza się od pozostałych ścieżek, pozwalając z nieco bliższej odległości przyjrzeć się górującemu nad nami szczytowi.

Moment namysłu i pada decyzja, że ostatnią długą prostą pokonamy w towarzystwie triady kolorów.

Co w rzeczywistości akurat tego dnia nie zawsze jest przysłowiową bułką z masłem.

Nabierana teraz szybko i systematycznie wysokość odkrywa za naszymi plecami coraz to szersze krajobrazy. Nauczeni doświadczeniami z przeszłości pozwalamy sobie na zapas nacieszyć oczy widokami, na wypadek gdyby z wieży było widać jedynie mgłę.

Z jednej strony do wieży tak blisko, a jednak z drugiej tak daleko. 🙂

Nawet na końcowym odcinku drogi na szczyt trasa nie chce nam dziś odpuścić. W sumie jak się tak zastanowię, to stwierdzam, że lubię takie niestandardowe przeszkody na ścieżce. Można wtedy poćwiczyć swoją kreatywność.

W końcu po nieco ponad 2,5 godziny meldujemy się na szczycie.

Jak na niedzielne południe ruch jest tu dziś bardzo umiarkowany.

Korzystając z chwilowego odpływu chmur, szybciutko wchodzimy na taras widokowy.

Oczywiście pogoda nie jest idealna, lecz pamiętajcie że na zdjęciach zawsze widać trochę mniej niż w rzeczywistości.

Przy dobrej przejrzystości powietrza z wieży dostrzec można m. in. Masyw Ślęży, Rudawy Janowickie, Karkonosze czy Wrocław. Dziś za chmurami schował się nawet pobliski Chełmiec.

Po chwili przeznaczonej na odpoczynek i skonsumowanie kanapek nad wieżę nadciąga “szara zasłona” – widoczność spada w zasadzie do zera.

Nie pozostaje nam zatem nic innego jak zejść na dół i powoli wyruszyć w kierunku auta.

Więcej zdjęć i informacji o wieży widokowej na Trójgarbie znajdziecie w TYM WPISIE.

Warto jeszcze tylko zauważyć, że od czasu naszej poprzedniej wizyty na Trójgarbie zdążyła ponownie pojawić się pieczątka. Nie ukrywam, że przybicie stempla z tego miejsca sprawiło mi niemałą frajdę.*

*17 lutego 2023, czyli niecały tydzień po naszej wizycie otrzymałem informację, że pieczątka po raz kolejny została ukradziona. Brak słów…

Trasa powrotna początkowo jest tożsama z wykonanym wcześniej podejściem.

Musimy wrócić do skrzyżowania “Przy Czereśni” i dopiero w tym punkcie podążyć w inną stronę – według niebieskich oznaczeń. Tabliczka informuje, że od Starych Bogaczowic dzieli nas 1,5 godziny marszu.

Po drodze mamy okazję przyjrzeć się Chełmcowi, który nieśmiało “puszcza do nas oczko”.

Zejście niebieskim szlakiem jest bardzo dobrze wydeptane. W związku z tym idzie się naprawdę sprawnie.

Jak widać, ambitnym kolarzom śnieg niestraszny.
Pogoda wpłynęła za to na ciekawe zabarwienie pni powyższych drzew.

W pewnym momencie schodzenia docieramy na problematyczną krzyżówkę.

Wahamy się, co do kierunku dalszej wędrówki, gdyż nigdzie nie widać oznaczeń. Okazuje się, że powodem naszej niepewności jest przewrócony słupek z niebieskim malunkiem.

Dopóki śnieg się utrzyma, słupek powinien zachować pion.

Po niecałych czterech kilometrach miarowego podążania w dół niebieskim szlakiem stawiamy się na powyższej krzyżówce. Stąd prowadzi nas już ścieżka z czerwonymi oznaczeniami.

Śniegu na trasie zaczyna być coraz mniej, a świecące w plecy słońce chyba chce trochę z nas zadrwić.

Gdy zbliżamy się do Starych Bogaczowic do żółtego szlaku dołącza czerwony.

Dodatkowa atrakcja na trasie…

W powietrzu jakby czuć już teraz wiosnę. Na pewno niebagatelny wpływ mają na to coraz liczniejsze promienie słońca padająca to tu, to tam.

Z błogiego nastroju wybijają nas odgłosy wystrzałów niosące się po okolicy. Okazuje się, że w pobliżu miejscowego zalewu ktoś zdecydował się na stworzenie strzelnicy. Trochę to zastanawiające, ale jeszcze bardziej zastanawiający jest fakt, że jest ona umiejscowiona stosunkowo blisko przebiegu szlaku. No cóż, pozostaje wierzyć że korzystający z niej ludzie zachowują odpowiednią ostrożność.

Co do samego zalewu, sądząc po opiniach znalezionych w internecie, to miejsce dobre do odpoczynku, jednak niezbyt sprzyjające kąpielom. W pobliżu znajdziecie za to bezpłatny parking. Jest też tu karczma, w której można posilić się po zejściu ze szlaku.

Powoli docieramy do centrum Starych Bogaczowic, a co za tym idzie do parkingu na który zostawiliśmy samochód.

Cała trasa w dzisiejszych, bardzo zmiennych warunkach zajęła nam godzinę dłużej niż wskazywał na to czas z mapy turystycznej (około 4:45 h). Oczywiście z wliczeniem w to robienia zdjęć, małych przerw i samego podziwiania widoków.

Myślę, że opisana tu dziś wędrówka jest bardzo ciekawą alternatywą dla wejścia na Trójgarb od strony Lubomina (o tym wariancie zdobywania szczytu piszę TUTAJ). Więc jeśli w prognozie pogody zapowiadać będą słoneczny dzień, zdecydowanie warto powtórzyć takie przejście.

Dajcie znać w komentarzach, jaką trasą najbardziej lubicie wchodzić na Trójgarb? 🙂

Jeden komentarz do “Trasa “Trójgarb z innej strony”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.