Szczeliniec Wielki – Korona Gór Dolnego Śląska [trasa, ciekawe miejsca, zdjęcia]

Po zimowej przerwie wróciliśmy na szlaki wiodące na szczyty Korony Gór Dolnego Śląska. Na pierwszy ogień poszedł nasz dobry znajomy – Szczeliniec Wielki. I choć momentami na trasie pojawiał się lód, a nawet śnieg, w powietrzu można było poczuć już nadchodzącą wiosnę, zwiastującą kolejne piękne przygody w terenie.

Na trasę, która miała liczyć około 24 km wystartowaliśmy z Radkowa, a dokładnie z małego parkingu mieszczącego się przy tarasie widokowym na wzniesieniu Guzowata.

Po spojrzeniu z bardzo ciekawej platformy widokowej na dwa charakterystyczne punkty na naszej trasie – Szczeliniec Wielki oraz Korunę, ruszyliśmy w ich stronę.

Po krótkim zejściu z Guzowatej i przemknięciu obok miejscowego zalewu skierowaliśmy się w stronę Wodospadu Pośny.

Warto było się przy nim zatrzymać i nacieszyć oczy widokiem przyjemnie spływającej wody.

Wiedzieliśmy, że już za chwilę czeka nas prawdopodobnie najtrudniejszy fragment naszej wycieczki. Szlak prowadzący w stronę punktu oznaczonego na mapie jako Skalne Wrota momentami miał nawet 48% nachylenia.

Jako rekompensatę wysiłku trasa proponowała nam tu jednak możliwość podziwiania ciekawych form skalnych – tak charakterystycznych dla rejonu Gór Stołowych.

Przy szlaku pojawiały się również pierwsze zwiastuny czyhającej za rogiem nowej pory roku.

Od Skalnych Wrót dalsza wędrówka miała prowadzić wprost na Szczeliniec Wielki.

Zimowa przerwa spowodowała jednak, że nasza czujność nawigacyjna została uśpiona. 🙂

Mówiąc wprost, trochę się zagadaliśmy i zamiast kierować się niebieskim szlakiem w stronę Szczelińca, ruszyliśmy według żółtych oznaczeń w kierunku Pasterki. Zanim się zorientowaliśmy w sytuacji przeszliśmy już na tyle duży kawałek, że nie chciało nam się wracać do skrzyżowania, gdzie dwa wspomniane szlaki zaczęły wieść w inne strony świata.

Jak się później okazało, kosztowało nas to finalnie kilka dodatkowych kilometrów marszu. 🙂

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Żółty szlak w kierunku Pasterki prowadził bowiem przez rozległe łąki, dając dodatkowo możliwość zerknięcia na Szczeliniec Wielki z ciekawej perspektywy.

Dochodząc do schroniska PTTK w Pasterce na horyzoncie z kolei pojawiły się pięknie ośnieżone szczyty Karkonoszy.

Po pamiątkowym zdjęciu charakterystycznego pomnika, ruszyliśmy w stronę czeskiej części Gór Stołowych.

Tam czekały na nas m. in. dwa ciekawie prezentujące się, zabytkowe krzyże – Machovský kříž oraz Pánův kříž (oddalone od siebie o nieco ponad 2 km).

Nie mogło zabraknąć również wspaniałych punktów widokowych.

Pierwszym z nich była Junácká vyhlídka. Oprócz samej vyhlídky, czyli widoku, w tym miejscu natknęliśmy się na konika zdobiącego jeden z głazów*, zobaczyliśmy potężną skałę przypominającą pingwina, a także zostawiliśmy pamiątkowy wpis w przygotowanym na tę okoliczność kajecie.

*Na Ziemi Broumovskiej można odnaleźć ponad 10 takich skalnych koników. Sukcesywnie docieramy w kolejne punkty ozdabiane tym znakiem – o postępach w ich poszukiwaniach informujemy na naszym Facebooku. 🙂

Następne interesujące miejsce wcale nie miało ochoty ustępować atrakcyjnością Junáckiej vyhlídce. Obserwowana wcześniej z tarasu na Guzowatej Koruna powitała nas unikatową koroną oraz kolejnym konikiem wyrytymi w skale, punktem widokowym z niesamowitymi krajobrazami w pakiecie oraz przenoszącą do czasów dzieciństwa huśtawką.

Na deser wędrówki po terytorium naszych sąsiadów, dołożyliśmy jeszcze wizytę przy oddalonej o około kilometr od Koruny Skalnej Bramie. Ta niesamowita formacja przypominająca swoim układem ptaka cieszy od stuleci oko wędrowców przybywających w ten region Gór Stołowych. Po wdrapaniu się na skały, pod „głowę ptaka”, mamy dodatkowo możliwość obserwacji solidnego fragmentu polsko-czeskiego pogranicza.

Wracając od Skalnej Bramy w stronę Koruny zorientowaliśmy się, że minięty wcześniej główny cel naszej wędrówki – Szczeliniec Wielki, wcale nie jest teraz tak blisko, jak zamajaczyło to w naszych umysłach. 🙂

Nie pozostało nam zatem nic innego, jak zmodyfikować trasę powrotu do Radkowa i przyspieszyć kroku.

Wróciliśmy zatem do Pasterki i pokonując asfaltowy fragment biegnący przez miejscowość dotarliśmy do skrętu żółtego szlaku, który po chwili wprowadził nas w leśne zakamarki.

Gdy profil trasy ponownie zaczął piąć się pod górę, na szlaku pojawiło się dość sporo lodu, co nawet przy podchodzeniu sprawiało pewne trudności. Prawdziwą mękę przeżywali jednak turyści w adidasach schodzący zapewne w kierunku jednego z parkingów. Ewidentnie nie spodziewali się takich warunków.

Pamiętajcie, że wybierając się w góry w okresie zimowym, a nawet wczesnowiosennym zawsze warto mieć w plecaku raczki – o obuwiu z odpowiednim bieżnikiem już nie wspominając.

Po pokonaniu charakterystycznych schodów, zameldowaliśmy się na Szczelińcu Wielkim.

Poza sezonem wejście na trasę turystyczną poprowadzoną w obrębie szczytu jest bezpłatne, ale odbywa się na własną odpowiedzialność.

Jako, że przez własną nieuwagę byliśmy trochę do tyłu z czasem, postanowiliśmy nie przemierzać już całego labiryntu wśród skał – a zatrzymać się w okolicach najwyższego punktu Szczelińca Wielkiego – Tronu Liczyrzepy.

Oczywiście nie mogliśmy jednak odmówić sobie sfotografowania świetnych widoków, jakie rozpościerają się z licznych, miejscowych tarasów.

Warto w tym miejscu dodać, że na najwyższym wzniesieniu Gór Stołowych funkcjonuje schronisko turystyczne, w którym można np. posilić się czy kupić pamiątkę.

My skorzystaliśmy z prowiantu, który wtargaliśmy na szczyt w swoich plecakach. Szybka przerwa i można było ruszać na ostatnie 5 kilometrów trasy.

Ta ponownie przebiegała w pobliżu Wodospadu Pośny, by ostatecznie doprowadzić nas nad zalew, który tym razem zobaczyliśmy z innej strony. Pozostało już tylko ostatnie ostre podejście na Guzowatą, i nasza kolejna wycieczka w ramach zdobywania Korony Gór Dolnego Śląska przeszła do historii.

Polub nas na Facebooku — Wieże Widokowe Dolnego Śląska

Odwiedź nas na Facebooku! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *